Wujek Google Cię obserwuje. Nie tylko w internecie

Czy przeciętny internauta zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo internet wpływa na jego decyzje zakupowe? OK, nie jest tajemnicą, że Google wyświetla nam reklamy produktów, które wyszukiwaliśmy w przeglądarce. Internetowy gigant poszedł jednak o krok dalej – i jest to krok duży. Jak na giganta przystało…

 

wyszukiwarka

 

Świat wirtualny i rzeczywisty przenikają się coraz bardziej. Informacje na nasz temat zbierane są nie tylko na podstawie tego, jakie strony w sieci przeglądamy – Google śledzi nasze poczynania także wtedy, gdy znajdujemy się w sklepach stacjonarnych. Dzięki temu jest w stanie szybko odpowiedzieć na nasze potrzeby i sprawdzić, jak reklamy wpływają na nasze działania w realu. Jakie narzędzia mu w tym pomagają?

GPS pozwala ustalić lokalizację

GPS to zacne narzędzie – wie o tym każdy, kto choć raz dzięki swojemu telefonowi odnalazł się w obcym miejscu. Wie o tym także Google, który dzięki temu modułowi zna każdy ruch użytkowników smartfonów. GPS znajduje się w każdym urządzeniu z Androidem, a z tych korzysta zdecydowana większość posiadaczy smartfonów. Google wie zatem, kiedy dany użytkownik stoi koło konkretnego sklepu. A że ok. 70% z nas chwilę przed zakupem danego produktu szuka o nim informacji w sieci – Google z chęcią ułatwi podjęcie decyzji, wyświetlając produkt, który można dostać w pobliżu. Korzystając z usługi lokalizacji, Wujek Google sprawdzi, czy wszedłeś do rekomendowanego przez niego sklepu, a dzięki lokalnej sieci wi-fi będzie wiadomo, w której części sklepu jesteś i ile czasu tam spędzasz.

Na tym jednak nie koniec…

Google zbiera informacje na podstawie transakcji kartą

 

shoppingGoogle musi w jakiś sposób udowodnić, że jego sugestie działają na użytkowników. Miarą tej skuteczności przestały być tylko zakupy w sieci. Przecież nie każde wyświetlenie reklamy sklepu odzieżowego kończy się kupnem spodni w sklepie internetowym. Jak więc Google dowie się, że ostatecznie spodnie te zostały kupione w sklepie stacjonarnym? Ano dowie się. Dzięki odczytom z kart płatniczych.

Otóż Google współpracuje z wydawcami kart. Wystarczy porównać dane dotyczące zakupów z danymi o użytkowniku pozyskanymi w sieci. Spokojnie – firma nie jest w stanie Cię zidentyfikować i nie wie, jak dokładnie wygląda Twoja lista zakupów. Informacje te mają postać zestawień, w których znajdują się zebrane dane na temat liczby odwiedzin i pozostawionej przez klientów sumy pieniędzy. Dla reklamodawców to informacja, jak reklama w internecie wpływa na decyzje konsumentów w sklepie stacjonarnym.

 

Póki co to tyle. Czy jednak Google na tym poprzestanie? A jeśli nie – jaki będzie kolejny krok amerykańskiego giganta?

Czekamy na Wasze opinie. Czy takie posunięcia Google stanowią przede wszystkim niepokojącą inwigilację, czy są przydatne i ułatwiają podejmowanie decyzji konsumenckich?