Najczęstsze obawy przez otwarciem startupu

Niektórzy porównują pracę w korporacji do biegania w swoistym błędnym kołowrotku, a założenie własnej działalności – do wykonywania syzyfowej pracy. Coraz więcej osób ma dość kręcenia się w kółko w korporacyjnej rzeczywistości i chciałoby stworzyć coś własnego. Niektórzy rzucają się na głęboką wodę otwierają własną działalność, inni z obawy przed porażką nawet nie próbują, a ich własna firma pozostaje jedynie w sferze marzeń. Jesteś jedną z tych osób? Sprawdź, czy Twoje obawy są tymi, które najczęściej podzielają początkujący startupowcy.

startup

 

Tym, co najbardziej pociągające we własnej działalności, jest swoboda i przestrzeń na realizowanie własnych pomysłów. Prowadzenie firmy ma też jednak bardziej przyziemne aspekty i to właśnie one sprawiają, że wiele ciekawych pomysłów nigdy nie ujrzy światła dziennego. Główna obawa startupowców dotyczy tego, czy pomysł na biznes jest dobry. Czy produkt chwyci? Czy klienci chętnie będą sięgali do swoich portfeli, by go mieć?

Zależy to oczywiście zarówno od samego produktu, jak i od przyjętej przez Ciebie strategii marketingowej. Jeśli jesteś social media ninja, prowadzeniem kampanii możesz zająć się na własną rękę. Jeśli nie – znajdź godną zaufania agencję, która pomoże Ci wypromować Twoją markę. Kwestia odbioru produktu przez klientów bezpośrednio łączy się z tym, o co w prowadzeniu firmy chodzi, czyli z pieniędzmi. Brak klientów oznacza przecież brak zysku. Tak jak praca w korporacji generalnie ozacza stabilność finansową i pewność co do miesięcznego przychodu (znaną też pod postacią „ciepłej posadki”), tak prowadzenie swojej firmy – przynajmniej na początku – wiąże się ze stanem permanentnej niepewności. Czy produkt osiągnie sukces? Czy zyski z jego sprzedaży będą na tyle duże, że uda się opłacić współpracowników i księgowość, a także składki do ZUS?

money

 

A jeśli o ZUSie mowa

Konieczność spotkań z urzędnikami to kolejne źródło obiekcji młodych biznesmenów. Wiele osób wyobraża sobie wizytę w urzędzie niczym wyjętą z „Urzędu” Kieślowskiego. Dobra wiadomość jest taka, że czasy PRL-u mamy dawno za sobą. I choć gdzieniegdzie zdarzają się urzędnicy z nieodłącznym orężem, jakim jest kawa, którzy będą żądali zaświadczenia pozwalającego anulować zaświadczenie, żeby ważne było jedno zaświadczenie… nie jest to norma. Z relacji petentów – startupowców wynika, że coraz częściej można spotkać kompetentnych, skorych do udzielenia pomocy urzędników.

 

Następna sprawa to czas!

Biznes sam się nie rozkręci – przez jakiś czas trzeba mu poświęcić naprawdę sporo czasu i energii. Nie obowiązuje tu 8-godzinny czas pracy. Jeśli zatrudniasz podwykonawców, sprawa jest nieco prostsza. Ale jeśli sam musisz robić rzeczy, które w innych warunkach byłyby rozdzielone na kilka osób, sytuacja się komplikuje. Tym bardziej, że nie samą pracą człowiek żyje. Nawet, jeśli jest to właściciel startupu 😉 Dobrze byłoby w tym wszystkim znaleźć czas dla rodziny, przyjaciół, a także dla siebie, na realizację swoich hobby. Masz w sobie rys pracoholika i wydaje Ci się, że Ciebie to nie dotyczy? W internecie krąży powiedzenie, które możesz potraktować z przymrużeniem oka (ale tylko jednego!): ci, dla których praca to przyjemność, powinni pamiętać, że życie to coś więcej niż przyjemności. Kiedy robimy coś, na czym nam mocno zależy, łatwo popaść w skrajność. Na dłuższą metę przepracowanie może jednak odbić się na Twoim zdrowiu i relacjach z innymi ludźmi – a co więcej, może doprowadzić do szybkiego wypalenia zawodowego. Dlatego staraj się zarządzać swoim czasem zgodnie z ideą work-life balance.

Powodzenia!